DZIECKO ZAPOMINA SIEBIE

560799_424724920930912_121671714_n

Nadszedł czas, aby przenieść Romusia do świetlicy „Przystanek Betlejem” przy kościele w Mistrzejowicach. Tam było wspaniale, nowe (stare) przyjaźnie, ponieważ już kiedyś tam uczęszczał. No i szef świetlicy, można powiedzieć „guru” – cudowny młody człowiek, różniący się od innych szefów chociażby tym, że posiadał własny zespół muzyczny… I niejednokrotnie Bratek zaburzał innym tok zajęć, ponieważ chciał już tylko grać i grać na perkusji, którą mu zresztą wspólnie kupiliśmy.
Pewnego dnia na spacerze pośliznął się na lodzie, złamał kość w stopie, i, opierając się na dłoni, złamał również rękę w nadgarstku. Najbliższa, zaprzyjaźniona przychodnia zrobiła zdjęcia RTG, wręczyła płytę i nakazała iść z tym do chirurga. Zaczęłam więc szukać chirurga…
Chirurdzy mają to do siebie, że nie wiadomo, gdzie ich znaleźć. Dowiedziałam się, że podobno jest tu, i tu, i tam, i może jeszcze w tamtej przychodni… Podzwoniłam wszędzie, chirurdzy owszem, byli, ale mieli terminy… Wreszcie znalazła się pewna pani doktor, do której był termin „na jutro”. Pojechaliśmy zaprzyjaźnioną taksówką z Jurkiem-Jerzym, jak swojego przyjaciela nazywał Romeczek. Jurek-Jerzy również grał i prowadził kółko muzyczne w WTZ. Panowie dobrze się znali. A ja miałam przebłysk geniuszu, kiedy pomyślałam, iż nie wiadomo, czy w przychodni chirurgicznej (dużej skądinąd, w centrum Krakowa) będzie komputer do odczytania płyty ze zdjęciami RTG. Na wszelki wypadek wsadziłam płytę do swojego kompa, wyświetliło się przepięknie, chociaż nie w negatywie, a w pozytywie; wydrukowałam te pozytywy na papierze rozmiaru A4 i wzięłam ze sobą. Kto zgadnie, czy komputer tam był????!!!!

Pani doktor obejrzała moje wydruki, potwierdziła złamania i nakazała gips. Nauczona doświadczeniem, zapytałam o nowoczesny, leciutki gips o nazwie Sarmiento – czy nie mogłaby go zapisać, a ja kupiłabym i przyniosła. A pani doktor na to: A po co pani będzie na takiego pieniądze wydawać? Nic nie odpowiedziałam, a szkoda, poprosiłam tylko, żeby gips założyć jednowarstwowo, przynajmniej tyle. Dosyć mieliśmy już ciężko-gipsowych doświadczeń. Zrozumiałe jest, że nie podam tu adresu przychodni, a nazwiska lekarki na szczęście już nie pamiętam…
Romuś zacząl zapominać, gdzie mieszka. Do świetlicy wożono go samochodem – albo szef świetlicy, albo ktoś z terapeutów, wracając do domu. I dwa razy zdarzyło się, że wysadzono Bratka pod sąsiednim blokiem. Na nasze szczęście pod klatką schodową, którą widziałam z balkonu. Któregoś dnia, zdenerwowana, że długo nie wraca, zadzwoniłam na jego komórkę Usłyszałam dzwonek telefonu, którego nie odbierał i podążając za znajomą melodyjką, wyjrzałam przez okno. Stał biedulek pod tym sąsiednim blokiem, całkiem bezradny… jakby zawieszony w powietrzu, niewiedzący zupełnie gdzie jest i po co, i pewnie nawet nie skojarzył melodyjki z telefonem. Coraz częściej już telefonu potem nie odbierał… Od tego czasu nalegałam bardzo, żeby go albo doprowadzać pod drzwi mieszkania (to był parter), albo dzwonić domofonem, że jest. Żebym go odbierała „z ręki do ręki”.
Wreszcie nastał dzień, w którym Bratek nie rozpoznał w świetlicy nikogo; nie rozumiał, dlaczego go tam zamknięto i koniecznie chciał wyjść.. Stało się to naturalnie znów po długiej utracie przytomności. Pogotowie przyjechało i uciekło „proszę go obserwować”, a my zostaliśmy sami. Mój Bratek miał wtedy około 55 lat…
Musiano go bardzo pilnować, żeby nie wyszedł w Polskę.
Świetlica odpadła z powodów wiadomych i zaczęliśmy życie całkiem domowe. Nie będę się zagłębiać w te kilka lat, kiedy wyprowadziliśmy się nad morze, gdzie okazało się, iż z pomocą w nagłych przypadkach oraz w święta jest troszkę nie halo… Mieszkanko mieliśmy malutkie, Bratek dostał w łazience jakiegoś dziwnego, sekundowego ataku, krzyknął, rzucając się w tył… i stłukł spłuczkę, pękła muszla klozetowa, a jemu zsiniała cała dłoń, którą uderzył o kabinę od prysznica . Dowody w postaci zdjęć są na moim poprzednim blogu, a właściwie w pierwszej części bloga, ponieważ piszę go już od pewnego czasu: ewagogolewskadomagala.blogspot.com
W puckim szpitalu nikt nie zauważył złamania małego palca, mimo że wszyscy traktowali nas tam bardzo w porządku. Złamanie wyszło dopiero w środę (od soboty), kiedy odbierałam wyniki. Dostał szynę. Niemniej nie za bardzo mogłam z nim gdziekolwiek się udać. Jedyny dostępny neurolog prywatny miał wolny termin dopiero za dwa miesiące, zresztą był także jedynym, który do mnie oddzwonił. A te dziwne ataki zaczęły się powtarzać… owszem, był szpital w Wejherowie, bardzo dobry, tyle że ja nie miałam jak tam dojechać. Sama nie prowadzę, a dowozu karetkami do szpitala jakoś się nie praktykowało. Romuś miał oczywiście pierwszą grupę inwalidzką, ale nie ruchową, więc mu i tak się nie należało – i nieważne, że już prawie nie chodził…
Znalazłam się w kropce. Bratek nie potrafił już chodzić o kulach – trzymał je przed sobą poziomo i nie mógł pojąć, po co to jest. Z balkonikiem także mu niespecjalnie wychodziło…bo zapomniał. Pozostał nam wózek i czasami podpieranie się o meble. Ciasno tam było, wózkiem nie za bardzo mogłam manewrować… no i ta bezsilność w uzyskaniu pomocy lekarskiej…
Poskarżyłam się kiedyś przez telefon mojej przyjaciółce, która dziesięc lat temu przeniosła się wraz z mężem z Wrocławia w Bieszczady. Zaszyli się na zimę w jakiejś straszliwej głuszy, po czym się okazało, że już od kilku lat mają dom w niewielkiej wsi pod Brzozowem. A w Brzozowie jest jeden z najlepszych w Polsce Południowej szpitali, chociaż to Podkarpacie. Miasteczko nieduże, ale mające wszelkie zdobycze cywilizacji 😉 – (żartowałam! , ceny nieruchomości niższe niż nad morzem, nawet dużo niższe… porzy tym bliziutko do Sanoka, gdzie zostało jeszcze kilka osób z naszej klasy… nie byłabym tak strasznie sama…
Dalszy ciąg historii już znacie – zdążyłam jeszcze zapewnić Bratkowi ogród latem i jesienią, a w zimie odszedł… mając wspaniałą opiekę lekarzy w domu, dowóz karetką w celach diagnostycznych i na koniec – dobrych ludzi w brzozowskim szpitalu…

Komentarze

komentarze

Post a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *