… O Brysiu ciąg dalszy.

Oj, miałam dzisiaj dzień… Długi i szalony, i to nie z mojej winy. Nie wiem nawet z czyjej. Pech absolutny mnie dopadł.
Ponieważ dziś wystartował mój sklepik internetowy z unikatowymi świecami – przezroczyste, ale twarde, nie w pojemnikach – zasiadłam przy moim najmniejszym laptopie, który zwą nie wiadomo czemu tym, no… zawsze zapominam… a, sami wiecie. Jak sobie przypomnę, to dopiszę.
Cholera, nie za bardzo mogę pisać – z jednej strony zaczepia mnie Sabinka, z drugiej na moim kolanie spoczywa skołatana (najwidoczniej) głowa Brysia. Gutosław daje równo z sypialni…
No, pogoniłam towarzystwo do ogrodu, Gucio sobie nie życzył, więc stoi w drzwiach i wrzeszczy. Jakie to szczęście, że w tym naszym nowym domu i w jego pobliżu (!) nikomu szczekanie psie nie przeszkadza, ponieważ dokładnie naprzeciwko jest hodowla psia i SPA. Też psie.
Brysiek zaszył się gdzieś w czeluściach ciemnego ogrodu, a Sabinka zaraz wróciła. Nic to, spróbuję jednak napisać to zadanie domowe, mimo przeszkód…
Poranny pech absolutny objawił się tym, że kiedy psiarnia mnie obudziła stwierdziłam, że skoro już, to zajrzę do mojej firmowej poczty, żeby sprawdzić, czy mam już pierwszego klienta w sklepie. Sprawdziłam, owszem, ale to, że zupełnie nie mam internetu, a router od wifi zwisa ze ściany i nie chce się uruchomić. Nic nie pomogło naciskanie, ugniatanie, rzucanie i tym podobne czynności naprawcze; sqbany nie mignął światełkiem ani razu.
Złapałam więc za telefon, żeby zadzwonić do T-mobila. (Uwaga: kryptoreklama!). A w telefonie, tym nowiutkim z Plusa (uwaga, antyreklama!) – cisza. I biel czysta włączonego ekranu. Nie mówiąc o tym, że na żadnej z dwóch włożonych weń kart SIM nie ma ani jednego kontaktu. Owszem, po chwili włączył się, ale:
nie można było przełączyć kart SIM;
nie można było znaleźć niczyjego numeru;
nie można było zadzwonić po taksówkę, gdyż nie było (itd.).
Co miałam zrobić???? !!!! Może tam w środku tego małego laptopa… (no jak on się nazywa?!) oczekuje kolejka zamówień na moje przepiękne – twarde, choć przezroczyste – świece i na moje śmieszne powieści??? I na śliczne bałwanki Moniki oraz jej wyrobu bombki (choinkowe) ze wstążek??? Iwa obiecała je umieścić wczoraj w sklepiku…
A ja tu odcięta od świata, od wszelkiej komunikacji medialnej, nic nie wiem????!!!!
Wypiłam kawkę, pomyślałam, i znalazłam wizytówkę radio-taksi. No.
Pojechaliśmy – ja i pan taksi – świtem bladym do obu dostawców sygnału. Młode panie w Plusie rozłożyły ręce i stwierdziły, że być może to wina telefonu, ale jeżeli złożę reklamację (po przywiezieniu z domu papierów, gwarancji i podobnych) to wyślą telefon do serwisu. I zobaczymy. Ale to oczywiście potrwa. Takie rozwiązanie nie za bardzo mi odpowiadało, więc wyszłam i udałam się do T-mobile. Uprzejmy młodzieniec zaproponował oddanie routera do serwisu, ale kiedy wyjaśniłam mu sytuację, obiecał posprawdzać maszynę, a mnie odesłał do komisu z telefonami obok. W komisie pan orzekł, że to na pewno wina telefonu. I oczywiście powinien być wymieniony od ręki. Ale nie dano mi takiej możliwości, niestety…
W międzyczasie pan od T… naprawił router – rozłożył go, złożył i produkt made in China z powrotem zadziałał.
Połowicznie zadowolona pojechałam taksówka do ważniejszego oddziału Plusa, gdzie zastałam straszliwie długą kolejkę i nikogo do kasy. Podeszłam do tej kasy i opowiedziałam młodzieńcowi po drugiej stronie okienka swoją historię. Chyba go wzruszyłam, ponieważ pobawił się moim telefonem tak z dziesięć minut i na moment wyświetliły mu się moje kontakty. I zniknęły… Zdolniacha powtórzył czynność, złapał je drugi raz i już nie puścił, tylko szybciutko zapisał je w telefonie. Po czym sprzedał mi kartę pamięci za raptem 20 złotych, na której zapisał kopie moich ustawień. Uffff…
Po powrocie do domu zastałam kichającą Sabinkę, która patrzyła na mnie chorym wzrokiem… Złapałam ją pod pachę i wio taksówką do pani doktor. Gorączki nie miała, ale trzęsła się strasznie, czego nigdy nie robiła… Kichała przy tym i prosiła o pomoc. Gardełko okazało się zaczerwienione, węzły powiększone… Zrobiłyśmy USG. Sabinka ma wielgachną wątrobę, błoto w woreczku żółciowym i kardiomopatię – co już wiedziałam…
Pojechała do domu, a ja złapałam Gutka, bo przypomniałam sobie, iż w nocy mocno się do mnie tulił, czego nigdy wcześniej nie robił, zadowalając się spaniem w nogach. Gutosław nie jest pieszczoszkiem i w przeciwieństwie do Sabinki i Bryśka niezbyt lubi być dotykany…
Jadąc taksówka wymacałam na nim kilka guzów… Dwa z nich bardzo nie podobały się pani doktor… USG wykazało, że są jakieś zmiany na wątrobie…
Obydwa pieski oczywiście dostały zastrzyki – Gucio również p/bólowy na wszelki wypadek, i kiedy obydwoje wydobrzeją nieco, zrobimy badania krwi i podejmiemy decyzję o ew. operacji Gutka…
Nakarmiłam po powrocie wszystkie trzy żarłoki i zajrzałam do sklepowej poczty… A tam nic.
To była mała dygresja, teraz wracam do pierwszych dni Bryśka w naszym domu.
Wspominałam już, że udało mi się błyskawicznie sprzedać to wyremontowane pół bliźniaka w Brzozowie i kupić stary, przepiękny, drewniany domek z dużym ogrodem (dwoma nawet) w mieście Krosno. Rzeczy pojechały ciężarówką, a my zaprzyjaźnionym samochodem, do którego Brysiek nie chciał wsiąść. Oznajmiłam mu więc, że nigdy i nikomu go nie oddam przecież i wsiadłam pierwsza. Bryś natychmiast umościł się na moich kolanach. Też dobrze 🙂

Narada pt. "Co by tu jeszcze.. ale nie przeszkadzaj!"

Narada pt. „Co by tu jeszcze.. ale nie przeszkadzaj!”

W nowym domu i ogrodzie Bryś od razu stał się psem stróżującym. Całe lato spędził w ogrodzie wraz z maluchami, a najszczęśliwszy jest, kiedy może odprowadzić wzdłuż całego ogrodzenia jakiś przejeżdżający samochód. Wtedy tak groźnie szczeka, taki jest dumny i zachwycony….
Poza tym nikt na całym świecie nie widział łagodniejszego psa… lekko tylko upartego, kiedy należy walczyć o miejsce w budzie… no dobrze, w moim łóżku. Z racji rozmiarów z reguły wygrywa, rozpłaszczając się najlepiej na całej szerokości. Dwa pozostałe gdzieś tam się zawsze umoszczą, ale muszą mieć mnie w pobliżu.

 

Komentarze

komentarze

Post a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *