Ten post powstał prawie rok temu… i wydaje mi się jakiś taki troszkę aktualny…????!!!!

sobota, 28 marca 2015

O młodości, co nad poziomy wylata…

Siedzę tak sobie w przeddzień wiosny i myślę. Ponieważ nic innego nie chce mi się robić. Pogoda „pod psem”, ale psy nie chcą nawet wychodzić do ogródka – poza schodek na taras. Bratek zakatarzony… mnie farba na włosach ziębi głowę… i w dodatku zaginęła część od ogrodowego stolika – malutka, ale bez niej nie da się go używać. Trzeba będzie przekopać wszystkie domowe tapczany… a tam jest pełno kaset video! Co to będzie, co to będzie! Kaset nie wyrzucamy, bo mamy odtwarzacz całkiem dobry. Być może jeszcze kiedyś ktoś zechce obejrzeć jakiś film…?!
Na szczęście pogoda pod psem i sprawa stała się mniej pilna. Nikt rozumny nie będzie siedział dziś ( i jutro, i pojutrze) na powietrzu. Chociaż ja bym posiedziała. Tylko że mi nie wolno, ponieważ muszę o swoje części niezamienne dbać. Bardziej, niż ktokolwiek i dużo bardziej, niż dawniej. Trzyma mnie to w pokoju, więc czekam. Czyli robię to, czego najbardziej nienawidzę.
 Całe moje życie składało się z czekania. Na pracę, na kontrakt, na kasę, na wyniki…
A przez ostatnie pięć lat na odpowiedzi z Wydawnictw. Ciekawe, czemu napisało mi się to wielką literą????Dziś także czekam, chociaż sama nie wiem na co. Na wiosnę chyba, bo na cóż? Czekam, kiedy telewizja powie coś uspokajającego; czekam znów na odpowiedzi; na wyniki się doczekałam na szczęście; no i czekam chyba dla samego czekania… Być może na wygraną w LOTTO, która pozwoli mi wreszcie przestać czekać i podjąć kilka własnych, osobistych decyzji…
Jasne jest oczywiście, że tego się nie doczekam. Ale nie chcę spokojnie czekać na to jedno, co czeka nas wszystkich. Nie chcę czekać zrezygnowana i przegrana. Dlatego może niekiedy jeszcze „zrywam się do lotu”, machając rozpaczliwie dawno już podciętymi skrzydłami????!!!! Po co, ja się pytam, po co? Przecież wiem, jak to się skończy; zawsze kończy się w podobny sposób. Ale może zajmie mi to trochę czasu, może jeszcze coś zrobię, może przez chwilę nie będę czekać?!
Wiecie, niedobra jest samotność. Chociaż niekiedy lepiej ją wybrać, całkiem świadomie…
Ciekawe, dlaczego na świecie istnieje od zawsze ta ogromna przepaść międzypokoleniowa. Nieważne, czy dotyczy to osób bliskich czy też obcych… Nad tą przepaścią nie istnieje żaden most, żadna kładka – nawet taka z moich sennych koszmarów – sznurkowa, czy też upleciona z lian. Nie ma. Nikt ich nigdy nie zbudował.
Ci, co mogliby – nie potrzebują, a ci, co chcieliby – nie mogą. Już nie mogą. Mogą jedynie czekać. I nieważne, że pokolenia w zasadzie nie są równe wiekowo: niektórych dzieli ledwie kilkanaście lat, innych kilkadziesiąt.
Te osoby od przepaści węższych, acz również nieprzekraczalnych, usiłują się czasami buntować. Udowadniać, że one są może nie: młode, ale też i nie: stare.Co nie znaczy, że ubierają się w mini i skaczą po górach, czy też przebiegają maratony. Chociaż są i tacy… Ale ja nie o nich – ja o tych, którzy lubiliby i fryzjera odwiedzić, i kosmetyczkę – nie tylko lekarzy. Chcieliby mieć również prawo do własnego życia. Po swojemu. Do kontynuacji prawdziwego życia, które wcale  nie musi być tylko czekaniem. Życie przeważnie nauczyło ich spokoju, ale nie pozbyli się jeszcze dawnego „szaleństwa”. Mogliby jeszcze coś dla siebie i dla innych zrobić. Mogliby się samorealizować. I robią to – emeryci z innych krajów. Mają zniżkowe wczasy w ciepłych krajach… mają „miasteczka” z wymarzonymi domkami, gdzie mogą przenieść się na resztę życia. W tych swoich miasteczkach mogą realizować swoje pasje, mając zapewnioną pełną infrastrukturę i opiekę lekarską – w razie potrzeby. Że o towarzystwie „do kawy” nie wspomnę…
Cóż,  w naszym kraju jest to całkowitą utopią, u nas, gdzie słowa: emeryt i niepełnosprawny są synonimami. W domyśle: umysłowo.
Sądzę, że nie jest to prawdą, sądzę, że większa część emerytów potrafi myśleć lotnie i rozsądnie. Nie wszyscy od razu są w starczej demencji. Nie wszyscy bowiem są tak starzy! Poza tym nie wszystkich akurat to dotyka… I nie wszystkim wystarczają Uniwersytety Trzeciego Wieku, bo nie wszyscy lubią się bawić zbiorowo. A, co ja gadam i po co?!
Przecież w końcu chociaż tego jednego, nieuchronnego, na pewno się doczekam. Ale wolałabym – bez wyczekiwania!
Nie wiem czy nas, nazwanych milutko staruszkami i wrzuconych do jednego wora, pociesza fakt, że następne pokolenie w końcu nas zrozumie… ale dopiero wtedy, gdy nam już to nie będzie potrzebne… my już będziemy szaleć w Krainie Wiecznej Młodości!
O, właśnie: co chcecie robić w tamtej przyszłości? Bo ja będę na przemian: śpiewać bluesy, pisać i pisać wciąż nowe i grube książki, które czytelnicy będą sobie wyrywać (z rąk?), słuchać szumu morza i znowu śpiewać! A wszystkie moje pieski będą obok mnie…
I nigdy nie zabraknie mi kogoś, kto mi zechce akompaniować! 🙂
P.S. I zawsze już będę szczupła! 🙂
P.S.2 – właśnie telewizor oznajmił, że „tuż obok” nas, w Krainie Wiecznej Szczęśliwości ŻYJE (!) sto milionów super-zadowolonych ludzi, którym niczego nie brakuje! Były nawet z nimi wywiady; były pokazane sklepy pełne dobra wszelakiego! O, kochani, to ja się wycofuję!  Wolę mieć tylko to, co mam i to mi wystarczy. Na cholerę mi więcej? Byle zachować spokój, oby nikt nie miał okazji  narzucić nam swojej wersji „szczęśliwości”. Miłego dnia! 🙂

Komentarze

komentarze

Post a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *