Wracam!

Wracam do pisania na moim blogu, będziemy się znów spotykać – mam nadzieję, że częściej.
U mnie sporo nowości – pomału uczę się żyć bez Bratka, remontu domu na razie nie kończę, ale postanowiłam zostać w Brzozowie już na zawsze.
Tutejsza biblioteka zaprosiła mnie na wieczór autorski (mój, naturalnie), bardzo udany. Na moje książki są w bibliotece zapisy, można je także kupić w brzozowskiej księgarni. Fajnie.
Kiedy postanowiłamjuż tutaj zostać, zdecydowałam się założyć firmę. Firma nazywa się „Biała Góra” i można w niej zamówić Blondie$ i RUD€ po promocyjnych (obniżonych) cenach, czyli po 18.00 złotych plus wysyłka. Polecony priorytetowy kosztuje coś tam ponad 5 zł. Za pobraniem lub z przedpłatą na konto.
A zamawiać można pod nr tel. 725 030 047.
W późniejszym czasie będę jeszcze wytwarzać różne rzeczy – na przykład ręcznie odlewane świece. Będą zdjęcia, będą oferty. Ale to za chwilę.
Tymczasem wrastam w otoczenie, chociaż kupiłam sobie małą kosiarkę, by nie wrosnąć zbytnio :). Niestety, trawa jeszcze nie pozwoliła się skosić, bo mi kółko od nowiutkiej tej kosiarki odpadło dwa razy, więc przerwałam pracę, żeby się nie w… (zdenerwować) i nie zepchnąć rzeczonej kosiarki z mojej prywatnej skoczni. Muszę na to uważać. Ostatnio coś lekko nerwowa jestem…
Chociaż niedługo mam zamiar wynająć koparkę i i lekko poprawić teren, likwidując skocznię. Bratka nie ma, nikt nie jeździ na wózku i nie muszę już robić podjazdów i równych ścieżek… Co nie znaczy bynajmniej, ze skocznia w ogrodzie została stworzona specjalnie dla wózka inwalidzkiego, skądże, ona jest po prostu produktem ubocznym, takim do omijania. Za to ogród zarasta „na dziko”. Ja właściwie nie mam nic przeciwko temu, tyle że całkowicie zarósł mi skalniaczek – zaglądałam, jest gdzieś tam pod spodem, pod wielkimi kwiatami; mój ukradziony w Pucku posążek tez tam sobie siedzi…
To jest w ogóle ogród niespodzianek – sama zasadziłam ledwie kilka sadzonek, z których przyjęło się niewiele, natomiast spomiędzy dawnych rolek trawy przebijają się różne rośliny… jest to troszeczkę dziwne, ponieważ pod trawnik została nawieziona i podsypana gruba warstwa ziemi! Zapuściły się też kwiaty na zewnętrzne schody… Nie szkodzi, mam wreszcie zrobione te długo oczekiwane wewnętrzne. Mam też (odłożoną teraz na bok) windę, takie krzesełko jeżdżące po szynie. Nie chcę powiedzieć, że elektryczne – jak by to zabrzmiało, ale rzeczywiście jest na prąd. Niestety, Bratek zjazdu po schodach również nie doczekał… Został mi również nigdy nie użyty wózek z tzw. „pchaczem’ elektrycznym… może ktoś kupi…
Dzisiaj z powodu upału ogoliłam „na Pazdana” moje dwa pieski – z tym, że Gutek ma tak gęsty podszerstek, że nie mogę mu się dobrać do skóry. Mówcie sobie co chcecie, ale ja jestem przekonana, że mój trzynogi kundelek musiał mieć wśród przodków co najmniej niedźwiedzia polarnego, jak nie dwa. Żaden znany mi dotąd pies nie ma aż tak gęstej sierści….
A’propos psów – moja dwójka ma nowego psiego braciszka, ale o tym, skąd się wziął i jak, napiszę w następnym poście….

Komentarze

komentarze

Post a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *